Welcome to our website !

Kryzys, katharsis i Dahlem Dorf.

By 12:29 , , , , , ,

Witajcie!
Ostatnio źle się dzieje w domu naszym. Przechodzimy z Łukaszem mega kryzys rodzicielski. Jesteśmy wymęczeni, brak nam czasu na cokolwiek, nie mówiąc już o czasie spędzonym tylko we dwójkę, bo takowy po prostu nie istnieje. Wieczory również odpadają, gdyż wymęczeni padamy praktycznie razem z dziećmi.
Wszystko to sprawia, że o sprzeczkę nietrudno, cierpliwości brak, zaczęła się licytacja, kto ma gorzej a kto ma lepiej. Ja chodzę do pracy na wakacje i niewiadomo czemu przychodzę wykończona, a Łukasz przecież odpoczywa sobie z jednym dzieckiem. Dzieci, wyczuwając 7 zmysłem, że jest z nami źle, próbują naciągnąć nasze granice do granic wytrzymałości, każde z nich domaga się uwagi w każdej sekundzie swojego niespania. Romci na dodatek rosną ząbki. Wczoraj myślałam, że zwariuję. Poważnie. Popłakałam się, a raczej powyłam, już tak miałam wszystkiego dosyć, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Na szczęście ten okropny dzień skończył się, a ja podjęłam jedną ważną decyzję. Szukamy opiekunki do Maluchów i co drugi tydzień wybywamy. Nieważne gdzie, kino, kawiarnia, park. Byle gdzie, byle sami. Rozpoczęłam poszukiwania odpowiedniej osoby, we wtorek spotykam się z jedną dziewczyną. Mam nadzieję, że zaiskrzy.
Trochę spokojniej wczoraj zasnęłam.

Plan na dzisiaj był taki: w naturę, do lasu, na łąkę,gdziekolwiek byle tylko dzieci nasze mogły energii swojej się pozbyć (na szczęście nie padało). Wybór padł na Dahlem Dorf. Jest to ekologiczna farma-muzeum po zachodniej stronie Berlina. Świetne miejsce, szczerze polecam na rodzinną wyprawę.
Miejsce to powstało między innymi dlatego aby dzieci zrozumiały skąd się bierze jedzenie na naszym stole. Są tam zwierzęta, można samemu uzbierać sobie worek ziemniaków na polu, wybrać jajka spod kurki, poleżeć na trawie, przejechać się traktorem, tak po prostu pobyć trochę na wsi.
Marcel był zachwycony, biegał, skakał, obserwował świnie i owce. Znalazł sobie kałuże pełną błota i budował z niego zamki. Zdjął kalosze, skarpetki i biegał boso po łące. Na końcu zaś czekała największa atrakcja: drzewa z gałęziami idealnymi do wspinania, najwięcej dzieci było właśnie tam :). I po co komu place zabaw?
Wychodząc już stamtąd natknęliśmy się na trójkę dzieciaków buszujących w polu. Znosili sobie a to kalarepę, a to rzodkiewkę, kapustę i sałatę. Na pytanie co robią, odparły dumne, że sałatkę i pokazały mi warzywa, zebrane w znalezionej gdzieś misce. Jedno z dzieci miało w reku kawałek liścia kapusty, podzieliło się ze mną, a Marcel zabrał mi i pierwszy raz w życiu spróbował. I całą powrotną drogę  krzyczał że on chce jeszcze, jeszcze tej ostrej kapusty!!! Niedowierzaliśmy :))).
Na koniec tego przyjemnego dnia poszliśmy do restauracji na obiad. I tutaj niestety nie były to najlepiej przejedzone pieniądze w naszym życiu, ale jak to mówią nie można mieć wszystkiego :). Najważniejsze, że złe emocje ulotniły się ze mnie, świeże powietrze zrobiło swoje. Dzieci były szczęśliwe i wykończone, a my we wspaniałych nastrojach :)). Mam nadzieję, że dobre humory pozostaną z nami na dłużej.

Pozdrawiam serdecznie i trzymajcie kciuki we wtorek! Ja już nie mogę doczekać się naszej pierwszej randki! Będzie cudnie! :)















You Might Also Like

0 komentarze