Welcome to our website !

Pierwszy tydzień w Portugalii

By 08:24 , , , ,

Jak wyjeżdżałam, to tak sobie obiecywałam, że pisać będę co najmniej co drugi dzień. Ale oczywiście, nie było mi dane. Co odpalałam kompa, to było: mama bajkę!!! O dżizas, potrzebuję drugiego komputera! :), albo tysiąca bajek na dvd. A teraz dzieci śpią, więc mogę trochę nadrobić zaległości :).

U nas dzisiaj pierwszy dzień jest taka całkowicie piękna pogoda, świeci słońce, jest ciepło i temperatura 15 stopni. Do tej pory dosyć sporo padało, najczęściej pogoda była w kratkę - raz słońce, raz deszcz i tak przez cały dzień.

Mieszkamy w dzielnicy Belem, na dole Lizbony. Jest to kluczowe w naszej sytuacji (dwójka dzieci + dwa wózki) i radziłabym każdemu kto wybiera się do Lizbony z wózkiem upewnić się, że nie będzie miał za dużo pod górkę, bowiem miasto to położone jest na 7 wzgórzach i można naprawdę kiepsko trafić :). Trochę zwiedzamy, ale nie jakoś strasznie dużo, bo jednak pchanie wózków pod górę i dodatkowo po wąskich, brukowanych uliczkach nie jest najłatwiejszą sprawą. Myślę, że świetnie sprawdziłyby się tutaj nosidła, ale u mnie to jedno dziecko już za ciężkie, a drugie jeszcze za malutkie :).

Ale w Belem jest świetnie, są parki, place zabaw (jeden nawet na przeciwko naszego mieszkania), jest rzeka, pełno atrakcji turystycznych, więc czego chcieć więcej. Znalazłam dzisiaj nawet sklep, co już w ogóle napawa mnie niesamowitą radością :) (może się to wydawać dziwne, ale tu po prostu nie ma na każdym rogu  Żabki i do dzisiaj najbliższy znany mi sklep znajdował się 5 przystanków tramwajowych od mojego domu, więc miałam problem, gdy np skończyło się mleko).

Dzieci zadowolone, a w każdym bądź razie Marcel, w końcu nie siedzi w domu i może sobie trochę pohasać. I ciągle mnie na lody naciąga, a na mój argument, że jest za zimno, oświadcza: no co Ty, mamo, przecież jechaliśmy pociągiem, lecieliśmy samolotem, TU nie jest zimno. No i muszę mu tego loda kupić :))).
Chociaż nie powiem, Marcel daje mi się trochę we znaki również. Jakiś taki napastliwy w stosunku do mnie się zrobił i zaczynam sie czuć bardziej jak jego więzień niż mama. Są tu ze mną dwie moje siostry, ale Marcel nic nie chce z nimi robić, tylko z mamusią i z mamusią, trochę to już męczące i powoli zaczynam mieć tego dosyć. Na dodatek w ogóle mnie nie słucha, na każdą moją prośbę robi coś zupełnie odwrotnego i nerwy już naprawdę mam czasami jak postronki i prócz tego, że tęsknię za moim Mężem strasznie, to pragnę również tego, aby gdzieś sobie bez Marcelka na dwie godzinki wyskoczyć.

A Romcia, jak to Romcia. Uśmiechnięta i zadowolona, głuży sobie ślicznie, na brzuszku leżeć nie znosi i ma już dużo więcej godzin aktywności - nie śpi już około 4 -5h w dzień, no ochyba, że jest na spacerku, to i cały dzień potrafi przespać. Jest kochana i urocza i zaczynają jej jaśnieć włoski, może blondynę będziemy mieli? :)))

Dzisiaj nie za dużo zdjęć, bo muszę je trochę posegregować, no i mam nadzieję, że uda mi się napisać wcześniej niż za tydzień. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

 Widok z naszego okna sprzed minuty :)

 W Parku Estrela

 Park Estrela

 Park Estrela

 W centrum Lizbony

  W centrum Lizbony


 Praca do Comercio

Praca do Comercio

You Might Also Like

0 komentarze