Welcome to our website !

Guachinche

By 05:32 , ,



O guachinche słyszałam już od mojego hosta w Puerto de la Cruz – Haralda. Opowiadał mi, że są to takie lokalne restauracje, które sprzedają własne wino i mogą one być otwarte tylko tak długo, jak mają to własne wino. Jak tylko wino się kończy, a następuje to najpóźniej w okolicach marca, guachinche jest zamykana. Ma to związek z tym, że to nie jest taka normalna restauracja, nie sprzedają oni innego alkoholu i nie muszą spełniać wszystkich norm, takich jak wyjścia ewakuacyjne, toalety itp. Głównie stołują się tam sami tubylcy i dobrze się z takim tubylcem tam wybrać. Nam się poszczęściło i Emilio, który jest Teneryfczykiem z dziada pradziada, jest wielbicielem guachinche i zna chyba wszystkie w okolicy. 

Chciał zabrać nas do swojej ulubionej, ale jest już niestety zamknięta, pojechaliśmy więc do następnej na liście.

Guachinche są zazwyczaj otwierane w garażach, a wystrój jest naprawdę klimatyczny.
Jedzenie było pyszne, świeżutkie i jak najbardziej tradycyjne.

Przyjęte jest, że w guachinche dostajemy jeden talerz z którego wszyscy jemy. 

Do jedzenia dostaliśmy najpierw fasolę z mięsem, następnie wątrobę wieprzową z frytkami, później wołowinę z warzywami w sosie, a na koniec pieczonego na ruszcie królika. Wszystko podane w niezbyt wyszukany sposób, dosyć ciężkostrawne, ale za to jakie pyszne! A, no i zapomniałabym o winie – również było super, chociaż trochę mocne i razem z Adele, piłyśmy je z mirindą.

A na koniec nie mogłam sobie odmówić domowego deseru – musu z czekoladą i herbatnikami. Tak się najedliśmy, że prawie się wytoczyliśmy stamtąd, ale naprawdę warto było. Jedzenie pycha, a klimat niepowtarzalny.

Jeśli chodzi o ceny – przystępne. Za obiad dla 4 osób, naprawdę solidny, dużo wina i napoje – 50euro.








You Might Also Like

0 komentarze